piątek, 20 listopada 2009

Karnawał Blogowy RPG # 5: Najważniejsze reguły

Nie posiadamy jakichś stałych zasad dotyczących sesji ale mamy pewne przyzwyczajenia(jak spóźnianie się) i rytuały(jak zamawianie pizzy). Po krótce opowiem o naszych sesjach, wszak karnawał zobowiązuje. By umilić czytającym czas załączam zdjęcia drużyny podczas gry…



Mechanika:
Lubię grać na sklarowanych zasadach. Do niedawna byłem przywiązany do edycji 3.0 teraz pomalutku przekonuje się do 3.5. U moich graczy strasznie męczy mnie i denerwuje podejście „o ten atut był fajny w 3.0 więc go wezmę ale tropiciela chce z 3.5 bo jest fajniejszy”. Niby ok., gracze bawią się świetnie ale mieszanie tych dwóch edycji zazwyczaj skutkuje tym, że postacie są bardzo potężne(wszak bierze się tylko fajne rzeczy) i często zwyczajnie nie pasują do jakichkolwiek zasad.

Wiele razy próbowałem to zmienić nakładają proste ograniczenia np. „tylko 3.0” ale to działa przez 2 – 5 sesji, potem samowolka powraca. Ostatnio mam coraz to bardziej dość wiecznych kłótni więc powoli wprowadzam przesiadkę na Pathfindera – tam przynajmniej nie ma 666 podręczników z nowymi prestiżówkami i atutami.

Zasad staram się trzymać twardo, w końcu po coś one są. Owszem, nie znam wszystkich ale w sytuacji gdy nie jestem czegoś pewny zwyczajnie sięgam do podręcznika. Mam ten luksus, że podręczniki posiadam w formie papierowej a z tych, których nie kupiłem drukuje sobie wybrane strony. Ekran Mistrza Podziemi również pomaga mi w kontrolowaniu pewnych sytuacji.

Czasami dodaję coś od siebie, staram się przy tym nie szkodzić postaciom a raczej wynajdywać rozmaite modyfikatory sytuacyjne odpowiednie do chwili.

Przy stole:
Najważniejsze jest aby wszyscy dobrze się bawili, tak przynajmniej mówi teoria. Problem zaczyna się gdy w drużynie są dwie osoby preferujące odmienne typy rozrywki. Mam kolegę, który uwielbia grać postać i dla niego godzina pogadanki w karczmie o pogodzie i niebezpieczeństwach na szlaku to coś wspaniałego. Mam również graczkę, która po 5 minutach gadaniny stwierdza „nudno tu, kiedy coś zabijemy?”.

Ciężko jest tak dobrać elementy scenariuszu czy też akcje-reakcje w module by wszyscy byli zadowoleni. Po części radze sobie z tym poprzez podsuwanie łatwych kąsków graczom. W powyższym przykładzie gracza i graczki gdy ten pierwszy nawija z kupcami o cenach jedwabiu jej daje tępego barowego osiłka do sprania po pysku.

Podczas gry często coś jemy - pizza, piwo i cola to nieodłączny składnik naszego spotkania. Gdy następuje chwila na wyżerkę zawsze zwijamy na chwile nasze podręczniki, figurki itp. – ta prosta zasada zapobiega umaczaniu podręczników w sosie lub zalewaniu figurek/tilesów piwem lub sokiem.

Gdy prowadzę staram się by każdy z graczy mógł się wypowiedzieć. Gdy widzę, że ktoś jest przekrzykiwany przez resztę pytam się go wprost co jego postać myśli, robi lub zamierza zrobić.

Między narracją a kostkologią:
Staram się jak mogę by kości jako takie służyły tylko do walki czy też rozwiązywania rozmaitych manewrów. Tak gdzie liczy się odgrywanie postaci zostawiam miejsce do popisu graczom. Na nieszczęście moi gracze preferują rzuty – wszak łatwiej jest ciepnąć kostką na przekonywanie niż wynaleźć sensowne argumenty. Niestety tego chyba nie da się wykorzenić

czwartek, 19 listopada 2009

Indywidualiści na żetonach

Nie wiem czy jest sens bym zamieszczał teraz takie rzeczy bo obsługe Token Toola wszyscy już znają ale zrobiłem dzisiaj dwie nowe rzeczy - żetony przedstawiające losowych NPC lub też bohaterów graczy i wzornik 6 metrowy, czasami takowego używam więc postanowiłem go sobie zrobić.
















środa, 18 listopada 2009

Robienie żetonów w domowym zaciszu - krótki kurs

Paladyn spytał się czy nie zrobiłbym tutoriala po robieniu żetonów do D&D. Jako, że mam chwilowo nadmiar czasu wolnego i sam nie wiem co z nim zrobić postanowiłem to zrealizować. Oto i szybki kurs - z góry przepraszam za ewentualne błędy i zapraszam do pytań choć starałem się wytłumaczyć moje metody dość jasno ;-)

Robienie żetonów do gier jest dość proste. Potrzebne są do tego 3 rzeczy:
Token Tool – darmowy programik oparty na Javie służący do kadrowania żetonów i dawania im ramek. Do pobrania za darmo ze strony http://rptools.net/
Program do rysowania Microsoft Paint – jestem laikiem w kwestii komputerów ale chyba posiada go każdy Windows.
Odpowiednia grafika – obrazek przedstawiający potwora/postać, które mają znajdować się na żetonie.

Zacznijmy od pomysłu – chcemy np. wykonać żetony przedstawiające drowy, najlepiej jest gdy wszystkie żetony z danego zestawu są oparte o ten sam styl malarski. Ja wybrałem ilustrację z okładki przygody-dodatku „Świątynia Drowów”. Wyszukiwarka obrazów google jest w tym przypadku naszym najlepszym przyjacielem. Staram się zawsze znaleźć możliwie duży obrazek, Token Tool posiada możliwość regulowania wielkości tła ale zbytnie powiększanie prowadzi do pikselozy na żetonie. Przy pomniejszaniu ten problem nie występuje.

Mamy więc nasz obrazek:

















Odpalamy TT i otwieramy sobie naszą ilustracje. Na pasku zadań TT wybieramy opcję Tool a potem Screen Capture. Skalujemy sobie ramkę tak by objęła interesujące nas postacie i wciskamy Enter. Można też przeciągnąć obraz na powierzchnie TT ale osobiście wole używać opcji screen capture – pozwala mi to np. na wyciąganie grafik z plików PDF.













W menu po prawej wybieramy interesująca nas ramkę dla żetonu. Kolorami można oznaczyć różne rodzaje jednostek np. czerwona dla magów, zielona dla typowych strikerów a niebieska dla kapłanów. Ja osobiście odradzam jednak okrągłe kolorowe obramowania, wycinanie ich z tektury to prawdziwy koszmar i zajmuje strasznie dużo czasu.

Następnie wpisujemy wartość wysokości i szerokości naszego żetonu. Dla skali przyjętej w D&D w edycjach 3+ polecam rozmiar 90 na 90 pikseli. Żetony w tych rozmiarach dobrze wyglądają na gridzie czy też Dungeon Tilesach. Dla dużych i większych potworów stosujemy wielokrotności liczby 90. rozmiar żetonu dla dużego giganta to więc 180 na 180 pikseli. Smoki mogą mieć rozmiary nawet 540 na 540 pikseli lub więcej.

Dalej jest już prosto kadrujemy sobie facjatę naszego drowa, pomniejszamy ewentualnie używając opcji oddalania i przybliżania(przydaje się pokrętło przy myszce). W prawym górnym rogu na bieżąco obserwujemy jak wygląda nasz żeton. Gdy już dobrze wykadrujemy wystarczy taki żeton zapisać – File w lewym górnym rogu i save token.













Aby nasze żetony rozmnożyć otwieramy Painta. Wielkośc obrazu ustawiamy sobie poprzez menu Obraz -> Atrybuty. Ja ustawiam 15 na 24 cm. W ten sposób wszystko mieści mi się ładnie na jednej stronie A4. Tło ustawiam sobie czarne(chyba każdy umie to zrobić). Następnie kopiuje obraz z moim żetonem i poleceniem Edycja-> Wklej wklejam sobie obrazek na ta kartę procedurę powtarzam tak długo jak długo mam miejsce. Wklejony obrazek przesuwam sobie na pozycję obok zostawiając cienki pasek czarnego tła miedzy żetonami – łatwiej później wycinać.













Na koniec drukujemy, podklejamy tekturką i wycinamy. Wykonanie zestawu żetonów to jakieś 45 minut przyjemnej pracy.

Jeszcze tylko szybki rzut żetonów wykonywanych razem z tym tutorialem:

Garść żetonów dla spragnionych


Nie mam czasu pisać na blogu, większość dnia spędzam w pracy a po już nie mam siły siedzieć przed komputerem. Ostatnio jednak dość intensywnie rpguje więc tworze pewne rzeczy na swoje potrzeby. Wczoraj przygotowywałem się do następnej niedzielnej sesji, co zaowocowało stworzeniem kilku "demonicznych" żetonów mających przedstawiać wrogów w następnej przygodzie(gracze na poziomie 6). Wszystkie grafiki na bazie, których robiłem żetony są autorstwa Wayne'a Reynolds'a niektóre to rysunki znane z D&D ale są także grafiki z Pathfindera i Magic: the Gathering. Jak zwykle wykonane przy pomocy token toola. Zmieniłem troche format, kwadratowe znacznie łatwiej się wycina. Miłego używania!

środa, 23 września 2009

Karnawał Blogowy cz4 - Ulubione realia

Dzisiaj pisane trochę na szybko bo praca i nauka goni ale później będę miał jeszcze mniej czasu, tak więc: moje ulubione realia.

Uwielbiam heroiczne światy, zawsze lubiłem fantasy pisane z rozmachem, bitwy z potworami i zdobywanie dawno zapomnianych skarbów. Heroic fantasy wiąże się z pewnym specyficznym postrzeganiem świata. Tutaj magowie zawsze są potężni a wojownicy noszą pancerze wyglądające jakby ważyły 100 kilogramów. Jeśli ktoś wciela się w złodzieja, to nie będzie on zwykłym ulicznikiem ale mistrzem w swoim fachu będącym w stanie okraść smoka gdy ten nie śpi. Barbarzyńcy pokroju Conana, koszący wrogów niczym zboże, druidzi zdolni do poruszenia całego lasu – tak właśnie prezentuje się mój ulubiony typ drużyn.

W takim świecie łatwo jest zbudować przygodę, wszak mało który bohater odmówi gdy usłyszy „potrzebujemy twojej pomocy”. Herosi z legend z reguły podejmują się wszelkich wyzwań i nie ma znaczenia czy zlecenie jest od króla czy od tajemniczego gościa w karczmie, liczy się tylko pieśń jaką o tych czynach napiszą bardowie.

Wyzwania mogą być bardzo różne, może chodzić o powstrzymanie zamachu na króla, obrona wioski przed armią potworów czy też klasyczne ubicie smoka lub zniszczenie „bardzo złego artefaktu”. Nawet dworska intryga nabiera dodatkowego smaczku gdy bierze w niej udział potężny czarodziej, który dosłownie wie wszystko. Jednocześnie staram się by w tym świecie, gdzie bohaterowie są wspaniali i potężni ich przeciwnicy zawsze byli co najmniej im równi i źli do szpiku gości. Pieśń chwały wszak brzmi znacznie lepiej gdy wiemy, że wklepaliśmy w deski samego króla piekieł.

Sam nie wiem czemu gdy mam do dyspozycji świat pełen magii i miejsc mogących być tłem dla epickich przygód to zwyczajnie nie mogę się powstrzymać przed tworzeniem fabuły na zasadzie „zagłada świata jest blisko, wiem, że przerywam wam picie piwa ale trzeba coś z tym zrobić! Heroic daje mi wspaniałe narzędzia do budowania świata, uwielbiam wizje pseudośredniowiecznych miast wypełnionych mieszanką kulturową wielu ras. Im bardziej te rasy egzotyczne tym lepiej, w moich światach nikogo nie dziwią skrzydlaci aasimarowie czy gwardziści - centaury. Mimo iż często marudzę, że nie lubię gdy drużyna wygląda jak postacie z Dragon Balla to często pozwalam na pewne przegięcia mechaniczne. Jeśli gracz chce grać jakimś potworkiem mechanicznym to proszę bardzo, pod warunkiem, że nie będzie to psuło zabawy innym uczestnikom gry. Z drugiej strony często mam problem z rozsądzeniem czy coś nie przekracza granic dobrego smaku nawet w heroicznej kampanii – ale to tylko taka dygresja ;-)

Heroic ma jeszcze jedną zaletę – bardzo łatwo wykorzystac w tej konwencji miejsca, postacie i potwory zaczerpnięte z książek czy gier. Jeśli podoba mi się przygoda na wielkim lodowcu to czemu nie miałby się on pojawić znikąd po środku pustyni? Przecież to świat magii a wytłumaczenie skąd się wziął już może być dobrym początkiem sagi godnej bohaterów. W takich realiach mogę sobie pozwolić na wszystko a im dziwniejsze będzie to co zrobię tym ciekawsze skutki może to przynieść na sesji.

czwartek, 27 sierpnia 2009

sobota, 22 sierpnia 2009

Karnawał Blogowy cz3. Niezapomniana sesja

Nie pamietam już, który to był rok, prawdopodobnie w okolicach 2003-2004. Na półkach sklepów ukazała się trzecia edycja D&D, która niezwłocznie zakupiłem w jednym z łodzkich empików. Skrzyknąłem drużynę, moich starych kumpli z, którymi dotychczas grałem w WFRP/AD&D/MERPa.

To był nasz „start” w 3 edycji. Jeszcze przed sesją upewniłem się, że każdy ma dostęp do Podręcznika Gracza i poprosiłem o koncepty postaci. Światem w którym rozgrywaliśmy pierwsze przygody był Greyhawk, bazowaliśmy na tym słynnym beznadziejnym podręczniku do niego wydanym przez WotC.

Gracze stanęli na wysokości zadania i przedstawili mi swoje postacie. Byli to:
Lananier: półelf tropiciel, ekspert łuku i karczemnych burd, chaotyczny dobry
Hektor: człowiek barbarzyńca, przedłużenie ogromnego miecza dwuręcznego, chaotyczny neutralny
Digrif Doomhammer: krasnolud tropiciel, obsługant dwóch krótkich mieczy, przaworządny dobry
Pączek Róży: elf druid(tak, wiem imię miał rozwalające…), niewiadomoco, chodził po lesie i tańczył, chciał biegać po śniegu jak Legolas, neutralny

Scenariusz, który poprowadziłem był dość luźno inspirowany scenariuszem gry Resident Evil ;). Gracze musieli tradycyjnie rozwiącac problem wioski – tym razem nękanej przez nieumarłych. Dokładnego biegu wydarzeń sobie nie przypominam ale w pamięci postały mi pewne sceny, zwłaszcza te, które wywarły na graczach największe wrażenie:

- niby pierwszy poziom ale gracze już na starcie czuli się jak bohaterowie. Nie było pytań „a co będziemy z tego mieli?”, ochoczo zgodzili się pomóc wieśniakom, jak przystało na herosów.

- mała dziewczynka, która zaginęła wraz z matką w lesie znajduje się na leśnej polance. Graczom wydaje się, że płacze nad zwłokami martwej matki. Dopiero gdy do niej podeszli okazało się, że ona również nie żyje i stała się małym upiorkiem a teraz pożywia się na zwłokach matki. Gracze byli tak zszokowani, że nie wiedzieli czy ją klepać czy ratować.

- na poczatku odpowiedzialnego za ten chaos kapłana poprostu pojmali i mieli mu darować życie jednak gdy okazało się, że tych zainfekowanych nie da się juz uratować druzyna wykonała na nim z zimna krwią egzekucję poprzedzoną kłótnią o prawo do wymierzania sprawiedliwości w ten sposób.

- walka z zombiakami ze zwłok porwanych z wioski noworodków, trauma jak po obejrzeniu noworodka na suficie z Trainspotting. Po raz kolejny zanim zaczęli je rozbijać zastanawiali się czy to słuszne i etyczne.

- zapędzenie zainfekowanych, którzy błyskawicznie stawali się nieumarłymi do stodoły i podpalenie jej. Albo my albo oni, nie uratujemy ich już więc trzeba ich poświęcić.

Sesja zakończyła się walką z dziesiątkami nieumarłych. Noc, cała wieś płonie, część graczy, resztki zdrowych ludzi uciekają przez umarłymi roznoszącymi zarazę, a gracze starają się ratować niedobitków i swoje tyłki przy okazji. Sceny jak nocny najazd dzikusów w 13 Wojowniku. Po wszystkim przyszedł deszcz. Nad ranem okazało się, że wygrali wojnę o życie, styrani, zmęczeni i wdzięczni za możliwość obejrzenia wschodu słońca.

Przygoda była mroczna, było w niej wiele zła i makabry ale do tej pory widzę tych 4 bohaterów toczących nierówną walkę na polu bitwy oświetlanym łunami pożarów.