sobota, 24 listopada 2012
Hobbitowe nowości od Games Workshop
czwartek, 5 lutego 2009
Co w Śródziemiu piszczy

Stwory Śródziemia
W czasie mojej ponad dziesięcioletniej styczności z RPG przez moje ręce przewinęło się mnóstwo bestiariuszy – dobre, złe i nijakie. Dwa z tych, które czytałem wyjątkowo mi się spodobały, do tego stopnia, że nie mam zamiaru nigdy rozstawać się z ich egzemplarzami. Pierwszym z tych bestiariuszy są „Stwory Śródziemia”, opisujący potwory należące(mniej lub bardziej) do świata stworzonego przez Tolkiena.
Wygląd:
Ten dodatek to kawał dobrej roboty pod względem ogólnego designu, okładkę zdobi ilustracja autorstwa Angusa McBride’a przedstawiająca smoka Smauga palącego miasto Dale. Podobnie jak „Śródziemie” bestiariusz ma miękką okładkę, która po kilku latach ciągłego używania obecnie jest trochę zniszczona. Ilustracje wewnątrz należą do jednych z najlepszych jakie widziałem w bestiariuszach, są realistyczne, często mroczne i bardzo klimatyczne. Niestety jest ich dość mało i nie wszystkie potwory są na nich przedstawione. W tym miejscu muszę wspomnieć, że moja ocena ilustracji jest chyba zawyżona przez mój sentyment do stylu rysowania Liz Danforth, jednej z ilustratorek tego bestiariusza. Wychowałem się na jej ilustracjach i kojarzą mi się ze „starym dobrym RPG”.
Co w środku:
Na początku dodatku autorzy raczą nas mitologią Śródziemia i wyjaśniają co odróżnia zwykłe zwierzęta od potworów. Dowiadujemy się, że potwory są nieplanowanym dziełem i istnieją tylko dzięki woli ich twórcy – Morgotha lub Saurona. Sam opis istot podzielony jest na rozdziały opisujące kolejne typy zwierząt. Na początku poznajemy typową florę i faunę Ardy. Osobno mamy podane płazy, gady, ssaki, ptaki i wreszcie rośliny. Na początku strasznie mnie denerwowało, że jest tam opisane tyle zwykłych zwierząt, 80 ze 130 stron bestiariusza traktuje właśnie o nich. Wydawać by się mogło, że ten dział będzie nudny – i taki właśnie na pierwszy rzut oka jest. Przy opisie prawie każdego zwierzęcia znajduje się jakaś ciekawa informacja, np. taka, że dany rodzaj małża produkuje bardzo silną truciznę lub, że ten gatunek dużych orłów jest tak zuchwały, że napada nawet na wędrujących w karawanach. Taka informacja może być cennym punktem zaczepienia dla przygody i stanowi ciekawostkę przyrodniczą dla postaci graczy. Niestety wśród tych opisów zwierząt trafiają się także zwykłe, suche informacje na temat jakiegoś zwierzęcia, np. zimorodka. Ani to ciekawe ani potrzebne. Gdybym chciał wiedzieć coć o ptaszkach to kupiłbym atlas dla ornitologów.
Na szczególną uwagę zasługuje rozdział poświęcony prawdziwym potworom żyjącym w Śródziemiu. Mamy tutaj opisane stworzenia podporządkowane woli któregoś z władców ciemności i kilka istot na tyle potężnych by być niezależnymi. To co czyni ten dział innym od wszystkich bestiariuszy jest to, że autorzy podali bardzo wiele informacji o potworach znanych z imienia. Mamy więc opis smoków jako takich a później czytamy o typowych i najbardziej znanych przedstawicielach tego gatunku jak np. Smaug, Ankalagon czy Glaurung. W ten sam sposób potraktowano demoniczne istoty. Rozdział ten ma tez kilka wad, pierwszą i największą jest fakt, że autorzy nie pokusili się o opisanie Nazguli a zamieścili jedynie notkę, że informacje o nich można znaleźć w innym podręczniku. Przypomina mi to obecną politykę WotC polegającą na rozdrabnianiu różnych informacji w celu wydania jak największej ilości dodatków. Drugim mankamentem podręcznika jest brak ilustracji tam gdzie są potrzebne. Czasami czytając opis jakiegoś demona łapałem się na tym, że nie wiem jak on wygląda. Wiem, że u Tolkiena wygląd złych potęg jest dość umowny ale uważam, że jakiś rysunek by się przydał.
Widać, że twórcy przyłożyli się do roboty i pogrzebali w zapiskach Tolkiena a nie opierali się tylko na Władcy Pierścieni i Hobbicie. Byłem szczerze zaskoczony gdy znalazłem w bestiariuszu wzmiankę o Białym Barłogu, nigdy bym nie pomyślał, że twórcy dodatku przekopią się przez wszystkie książki Tolkiena.
Wszystkie statystyki potworów zostały podane na kilku ostatnich stronach bestiariusza w typowych dla „Śródziemia” tabelkach. Jest to nawet wygodne choć może drażnić konieczność zerkania na szczyt kolumny by wiedzieć jaką wartość właśnie widzimy.
Ogólnie Bestiariusz mi się podoba, czuć w nim klimat lat 80. Mam do niego spory sentyment przez co nawet jego wady nie są wstanie popsuć mojego zdania o nim….
piątek, 30 stycznia 2009
Trochę starsza gra - recenzja Śródziemia
W nie tak zamierzchłych czasach na polskim rynku RPG pojawiła się gra pod tytułem „Śródziemie – Gra Fabularna”. Był to jeden z moich pierwszych poważnych systemów w jakie grałem i do tej pory darzę go olbrzymim sentymentem. Postaram się przedstawić tą grę, może kogoś zainteresuje, zwłaszcza, że jest od dość dawna dostępna za darmo. Wersja angielska jest dostępna do pobrania ze strony www.merp.com W opisie samej gry na pierwszy ogień pójdzie podręcznik podstawowy w innych notkach skupię się na dodatkach do tego ciekawego systemu..
Wygląd
Jak na tamte czasy podręcznik był wydany bardzo dobrze. Książka liczy sobie około 265 stron. Okładkę zdobi bardzo ładna ilustracja przedstawiająca walkę Obieżyświata z Nazgulami. W środku znajdujemy miłe dla oka ilustracje przedstawiające sceny z życia Śródziemna oraz jego największych bohaterów. Pokoleniu wychowanemu na filmowej adaptacji Władcy Pierścieni natychmiast rzuci się w oczy, że dawniej rysownicy zupełnie inaczej wyobrażali sobie ten świat. Co prawda na kartach podręcznika nie znajdziemy ilustracji przedstawiającej wprost Drużynę Pierścienia ale porównując wygląd np. filmowego Elronda i tego z podręcznika widzimy wyraźnie, że to nie jest ta sama wizja świata Mi osobiście ilustracje się bardzo podobają, czuć w nich klimat lat 80. Każda strona ma szeroki margines zawierający notatkę w jakim rozdziale aktualnie jesteśmy oraz jaką tabelkę ta strona zawiera, na marginesach są tez przypisy do ilustracji wyjaśniające kto, lub co na nich jest przedstawione.
Treść
Podręcznik podzielony jest na sześć dużych części. Autorzy podręcznika zaczynają od wyjaśnienia nam czym jest gra fabularna oraz jak prowadzić taką grę używając Śródziemia jako tła przygód.
Po wprowadzeniu zostajemy przeniesieni do rozdziału dotyczącego kreacji postaci. Tutaj zaczynają się pierwsze problemy ze Śródziemiem. Tworzenie postaci jest strasznie skomplikowane, wpływ na to mają dziesiątki tabel w, których co rusz musimy szukać jakiejś informacji. Z niezrozumiałych dla mnie powodów opis bohatera został rozbity na dwa rozdziały, żeby było zabawniej nie następują one po sobie lecz mają numerki II i V. Sprawia to, że nie dość, że musimy skakać po tabelkach to jeszcze dość często wertujemy podręcznik w poszukiwaniu jakiejś wartości. Denerwujące jest też, że opis mechaniczny ras został oddzielony od ich opisu fabularnego. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że opis fabularny zawiera adnotacje mechaniczne, których nie ma przy zasadach danej rasy.
Przy tworzeniu postaci mamy do wyboru wszystkie możliwe rasy zamieszkujące Śródziemie, różnią się one od siebie nie tylko wyglądem i cechami charakteru ale także zasadami. Autorzy nie starali się wyrównać szans między graczami, brak tutaj równowagi w potędze danej postaci. Elf zawsze będzie we wszystkim lepszy od innych, krasnolud stanie się niedoścignionym wojownikiem a niziołek na zawsze pozostanie małym grubaskiem. Takie podejście może nie jest zbyt miłe ale w akurat w tym przypadku zrozumiałe. W książkach Tolkiena wyraźnie widać, że to czystość krwi i rasa decydują czy jesteś potężny czy nie.
Bardzo widoczne jest, że Śródziemie bazuje na silniku pożyczonym z innej gry, w tym przypadku antycznego Rolemastera. Autorzy starali się przy pomocy rolemasterowej mechaniki opisać prawa rządzące światem Tolkiena. Niestety nie wyszło to grze na dobre. Dzięki tej kombinacji mamy do czynienia z postaciami przeniesionymi z typowego fantasy pokroju AD&D. Magowie w Śródziemiu rzucają czary typu lodowy pocisk, kapłani zwani animistami również mechanicznie niczym się nie różną od kapłanów z AD&D. Zrozumiałe jest dla mnie, że trudno jest opisać postacie ze Śródziemia mechaniką, gdyż Tolkien stworzył bardzo ulotny wizerunek magii i potęg ale na tym polu autorzy gry polegli całkowicie. Jeśli zapomnimy, że gramy na Ardzie to wyjdzie nam zwyczajna gra w klimatach Fantasy Hero.
Rzeczą, która tak naprawdę dobija ten system jest właśnie mechanika. Jest trudna, skomplikowana i miejscami absurdalna. Nie da się nic zrobić bez turlania i porównywania wyników z jedną z setek tabelek. Tabele zebrane w jednym miejscu zajmują ostatnie 30 stron podręcznika. Oczywiście większość jest też na wcześniejszych stronach co sprawia, że tą samą tabelkę mamy w podręczniku w 3 egzemplarzach. W Śródziemiu podstawowymi kośćmi są K100. Wszystkie testy odbywają się na zasadzie rzuć K100, dodaj modyfikator, odejmij modyfikator, zsumuj i porównaj z odpowiednią tabelką. Nawet weterani tej gry twierdzą, że mechanika jest zabójcza. Kilka rzeczy jak np. absurdalny system magii można od biedy zignorować, ale gdy cała mechanika jest przeciwko przyspieszeniu rozrywki wtedy zaczyna się problem.
Minusem podręcznika jest brak jakiekolwiek opisu krainy w, której przyjdzie nam grać. Najwyraźniej twórcy założyli, że każdy gracz zna na pamięć Hobbita i Władcę Pierścieni i nie potrzebuje żadnych dodatkowych informacji na temat miejsca, w którym przyjdzie mu spędzić długie godziny.
W przyszłości mam zamiar zeskanować kilka najlepszych ilustracji z podręcznika i umieścić je na tym blogu w formie galerii – ku uciesze oka ;-)
